- A gdzie twoim zdaniem będę bezpieczna? - krzyknęłam
- Nicole proszę, nie...
- Co? Nie mogę się spytać? Na prawdę, nie chcę być jak jakaś zabawka, z którą robicie co chcecie! Miałam w Londynie zacząć nowe życie, a przez was jestem w centrum jakiejś bitwy o penge. Proszę mnie natychmiast zawieźć do domu, a nie znowu gdzieś wywozić!!! Problemów nie należy się bać, tylko trzeba stawić im czoła! Więc teraz zawieź mnie albo spowrotem po Nialla, albo do domu!
Louis trochę się zmieszał, ale wkońcu rzekł:
- Ale my się poprostu o Cb boimy!
- Ale ja się nie boję! Louis proszę cię!
Tomlinson zjechał Na ścieżkę w lewo i nawrócił. Trochę się bałam, ale w końcu dotarliśmy do domu. Pobiegłam do salonu, gdzie znalazłam Lilly. Bawiła się cały czas pluszowym misiem. Przytulilam ją najmocniej jak potrafiłam. Pobiegłam po schodach na górę i weszłam do pokoju. Siedziała tam moja najlepsza przyjaciółka. Po dzisiejszych wydarzeniach to była dla mnie największa nagroda. Przytuliłam ją do siebie i powiedziałam że ją kocham. Poprostu, jak najlepszą siostrę na świecie. Popłakałyśmy się jak małe dziewczynki. Wyszłam na balkon i przeszukałam torbę po czym stanęła obok mnie Camille.
- Znowu papierosy? - spytała
- Nie - rzekłam, a ona trochę się zmieszała - na tę okazję mam coś lepszego !
Ona trochę się zmieszała, ale no cóż… Zmieniła wyraz twarzy, gdy wyciągnęłam mały woreczek z naszą dobrą znajomą. Gdy zakręciłyšmy po jointcie w końcu zaciągnełyśmy się magicznym dymem słodkiej sensi*. To było coś, czego potrzebowałam....
czwartek, 26 września 2019
środa, 4 czerwca 2014
Rozdział 7
-A gdzie twoim zdaniem będę bezpieczna? - spytałam
Tego już za wiele. Louis trochę zmieszany nie odpowiadał.
- Czy wy naprawdę tak bardzo musicie pierdolić mi życie? - powiedziałam
Nie wiem co mnie napadlo. Poczułam się podle, przecież oni tego nie chcieli. Z drugiej strony nie nawidze gdy ktoś kieruje moim życiem. Mimo wszystko nie powinnam się tak zachować. Spojrzałam na Lou. Jego niebieskie oczy aż świeciły żalem.
- Przepraszam - wydobyło się z jego słów
Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Wiem że był za kierownicą, jednak i tak mocno go przytuliłam. Na prawdę chciałam żyć normalnie. Ale nie należy ranić innych...
~Louis pov.~
Dopiero teraz zrozumiałem jak bardzo zależy mi na Nicole. Spojrzałem w jej smutne oczy i zjechałem na boczną ścieżkę. Zatrzymałem auto i też ją przytuliłem. Jej dłonie spoczęły na moim torsie a moje objęły ją w pasie. Kurwa jakimi my z chłopakami jesteśmy dupkami... Spartoliliśmy jej życie a ona ?
Bardzo chcę wszystko naprawić. Ona potrzebuje teraz naszej pomocy. A możejest na odwrót? Może to my potrzebujEmy jej bardziej niż sobie zdajemy z tego sprawę??
-Przepraszam Cię za wszystko - powiedziałem - tyle przez nas wycierpiałaś, ale jeszcze kiedyś będzie dobrze... Obiecuję
Ona nic nie powiedziała. Przytuliła mnie mocniej, jakby bała się że zaraz jej ucieknę. Chciałem żeby ta chwila trwała wiecznie, jednak w pewnej chwili ona się cofnęła, jakby czegoś się przestraszyła. Obróciła głowę do szyby cały czas milcząc. Nawróciłem w stronę domu. Nie chcę już jej nigdzie wywozić. Wracam, chcę ją mieć przy sobie.
Po 15 minutach byliśmy w domu. Na prawdę widać było że ucieszyła się z tego. Przywitała ją wesoła Lilly. Ona sama poszła na górę do swojego pokoju. Ja zaś poszedłem do kuchni gdzie siedzieli Liam z Harrym. Zarzucili mnie toną pytań. Usiadłem przy stole z kubkiem kawy i wytłumaczyłem im wszystko po kolei.
- Że co? - Spytał Harry - i ty po nich nie wróciłeś?
- A co miałem zrobić? - odparłem
- No to na co czekamy? - Spytał Liam
- No dobra Harry ty zostań z dziewczynami a my jedziemy po nich -powiedziałem
Po chwili byliśmy na miejscu. Tam zastałem gangstera, którego wcześniej nie widziałem. Był dosyć młody i umięśniony miał wytatuowane ręce i tunel w uchu. Nie bałem się go mimo groźnego wyglądu. Liam podszedł do niego i zaczął z nim rozmawiać przez co ja mogłem wemknąć się po kryjomu do budynku. Nie było tam nikogo. Przeszukałem wszystkie pomieszczenia i nie zauważyłem ani śladu żywej duszy. Pobiegłem na samą górę i tam znalazłem dosyć dużą szafę, z której wydobywały się ciche jęki. Leżał Tam Niall związany i zakneblowany. Rozwiazałem go dzięki czemu mógł wstać. Musiało go to dużo kosztować, ponieważ widziałem ból na jego twarzy spowodowany zapewne postrzeloną nogą. Cały czas ciekła z niej krew. To był makabryczny widok jednak on przez zaciśnięte zęby utykając szedł. Zastanawiałem się gdzie jest Zayn, jednak przestałem o tym myśleć Gdy zobaczyłem go z Liamem w samochodzie. Razem z Horanem wręcz wskoczyliśmy do niego po czym szybko ruszył. Gdy dotarliśmy do domu Nicole rzuciła się nam na szyje. Byłem szczęśliwy że byliśmy tu wszyscy.
- Niall z tą nogą trzeba jechać do szpitala! - powiedziała przerażona Avonele
- Dobra dam se radę - Horan zgrywał bohatera
- Już cię tu nie widzę! - protestowala - Lou jedziesz z nami!
Byliśmy już w aucie Nicole usiadła z tyłu z zranionym chłopakiem. Po pięciu minutach byliśmy pod nowym szpitalem niedaleko Tesco. Wysiedliśmy z auta i poszliśmy do recepcji. Kobieta zza lady zaprowadziła blondyna do jakiejś sali a nam kazała czekać. Siedzieliśmy obok siebie i czekaliśmy. Po pół godziny Nicole usunęła. Złożyłem jej głowę na moich kolanach i wpatrywałem się w nią jak w obrazek siedziałem tak 45 minut aż w końcu z sali wyszedł lekarz. Wstałem próbując nie budzić dziewczyny. Jednak ona wstała, przeciągnęła się i spojrzała na lekarza.
- Kim jesteście dla pacjenta? - spytał
- Bliscy Kumple - odpowiedziałem
- W takim razie muszę dowiedzieć się co spowodowało uraz kończyny u pacjenta - powiedział - Jest to rana postrzałowa i musimy wiedzieć takie rzeczy w razie jakichkolwiek komplikacji a poza tym jej sprawca musi ponieść odpowiedzialność karną
Coś we mnie drgnęło. Nie mogę donieść na Jack'a ponieważ jest on szefem bardzo wielkiej mafii a to skończyłoby się dla mnie fatalnie.
- Dostał przez przypadek Starym rewolwerem po jego dziadku - skłamałem
Ciemnowłosa dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem, jednak doktorek uwierzył. Zaprowadził nas na salę w której leżał przytomny już Niall. Dziewczyna podeszła do niego i mocno go przytuliła. Poczułem kłucie w sercu jednak uznałam to tylko za przyjacielskiego 'miśka'.
- Jak się czujesz? - spytała
- Ok, już jutro wychodzę - powiedział
- Bardzo się cieszę - westchnęła
- Lou mógłbyś mi przywieźć coś czystego i niezalanego krwią? - spytał
- Spoko zaraz będziemy - odpowiedziała Nicole.
Po dziesięciu minutach byliśmy w domu. Gdy weszliśmy naszym oczom ukazał się Liam. Czytał gazetę i pił kakao. - Witam - powiedział - co z Horanem?
- Przyjechaliśmy po ubrania dla niego - rzekłem - A co u was?
- Camille poszła z Lilly i Harrym na spacer - powiedział biorąc do ust kolejny łyk napoju
- Fajnie - powiedziałem z uśmiechem
Poszedłem na górę i wzięłem potrzebne rzeczy dla Horana. Gdy zeszłem na dół Nickie już czekała. Zdziwiło mnie że mimo tego co dzisiaj przeszła ona cały czas miała uśmiech na twarzy. Poszliśmy do auta i ruszyliśmy. Włączyłem radio i po chwili na jakimś kanale zaczęła lecieć jakaś piosenka. Osobiście znam ją tylko trochę ale moja towarzyszka zaczęła śpiewać jakby samą była jej autorką. Mimo, że moim zadaniem nie mam talentu muzycznego, to jej entuzjazm i anielski głos oraz wesoła nuta w sam raz do pobujania się zmusiły mnie żeby coś z siebie wykrzesać. Pojazd tonął w naszych przegłuszających radio głosach. Czułem się jak w niebie. Z Nicole nawet droga do szpitala wydaje się wesoła.
Po zakończeniu piosenki poprostu wybuchliśmy śmiechem.
- Bwoy, to było mocne - powiedziała
Nie wiem co to znaczy, ale nie szkodzi. Po chwili znaleźliśmy się pod budynkiem szpitala. Znaleźliśmy salę z Niallem i przeszliśmy do niego cały czas się śmiejąc.
- Co wam tak wesoło? - spytał
- Ah, tak jakoś - odparła - Jak się czujesz?
- Bywało lepiej - odparł
- Martwimy się o Ciebie - powiedziała siadając obok niego
- Daj spokój - powiedział
Rozmawialiśmy dobre 2 godziny. Dużo dowiedziałem się o Nicole. Muszę przyznać że ona jest inna. Nie inna w sensie że zupełnie; ma 3 uszu, śpi w szafie, czy nosi bokserki, tylko poprostu różni się od innych dziewczyn. Nie nosi markowych ciuchów i makijażu, ale i tak jest najpiękniejszą dziewczyną jaką znam. Nie obchodzi jej to co myślą o niej inni. Jest uzależniona od bliskich jej osób. Potrafi walczyc o swoje jak lew. Ale jest też zabawna, czasem delikatna... Taka cudowna... Nie wiem czy to możliwe, ale chyba się zakochałem! O Kurwa! Nie, co ja mówię? Ja na prawdę ją kocham! Ale czy to możliwe po kilku dniach znajomości? Z zamyślenia wyrwał mnie lekarz, który właśnie wszedł na salę.
- Przepraszam, ale oddział ten zostaje za chwilę zamknięty - powiedział
- Spoko - odparłem - do jutra Horan!
- Pa - powiedziała Nicole
- Siema - zawołał za nami
Po mniej więcej 15 minutach byliśmy na miejscu. Nicole wyszła z samochodu i zaczęła iść obok mnie. Szliśmy po podjeździe, gdy nagle dziewczyna potknęła się i byłaby poległa na ziemi, lecz mój instynkt doprowadził do tego że w odpowiedniej chwili poprostu ją złapałem. Spojrzałem w jej oczy. Trzymałem w rękach małą księżniczkę. Czułem zadowolenie i coś czego po prostu nie da się opisać słowami... Chwila była na tyle wzniosła, że bylem w stanie ją pocałować, jednak ona wyswobodziła się z moich objęć.
- Dziękuję - szepnęła
- Ależ nie ma za co - odparłem z uśmiechem na twarzy
Weszliśmy do domu. Poszedłem do salonu i położyłem sięna kanapie. Nie wiem dlaczego, ale czuję szczęście....
~Nicole pov.~
Dziś po południu Niall wróci ze szpitala. Lou i Liam już pojechali jednak stwierdzili że utknęli w korku. Cieszę się że w końcu będziemy wszyscy razem. Nie tak wyobrażam sobie co prawda moje życie w Londynie, ale co mi da to, że będę narzekać? Tak bardzo chciałabym módz spędzić jeden dzień bez stresu. Camille była w pracy. W sumie, to czemu ja nie mogłabym pracować? Nie chcę być kulą u nogi nawet chłopaków. Zobaczyłam gazetę na stole w kuchni. Odrazu przewertowałam każdą jej stronę. Znalazłam tylko jedną pracę odpowiadającą mojemu wykształceniu. Mogłabym pracować jako barmanka. W sumie to czemu nie? Wybrałam w telefonie numer podany w owym piśmie. Po chwili po drugiej stronie powitał mnie kobiecy głosik
- Claudia Scott z tej strony, w czym mogę pomóc? - spytał
- Jestem Nicole Avonele - poinformowałam pomijając szereg moich pośrednich imion - jaw sprawie ogłoszenia o pracę, o ile jest jeszcze aktualne...
- Ależ oczywiście - usłyszałam po drugiej stronie - proszę przyjść dzisiaj w godzinach 16:00 - 17:00 lub od poniedziałku do piątku od 13:00
- Dziękuję, do widzenia!
- Do zobaczenia
Poszłam do pokoju i po chwili zastanowienia spojrzałam na zegarek w komórce. 15:23. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Wyszłam z pokoju z torebką i zeszłam po schodach w dół. Wzięłam z kuchni gazetę, ponieważ nie znałam do końca adresu baru. Przed wyjściem zastałam Zayna i Harrego.
- A gdzie panienka się wybiera? - spytał Loczek
- A czy to państwa interes? - odpowiedziałam pytaniem
- Wiesz dobrze, że i tak cię nigdzie nie puścimy - rzucił Malik
- Mam pełne prawo do przebywania w dowolnym miejscu ponieważ jeżeli jeszcze nie zauważyliście, jestem pełnoletnia - rzuciłam i próbowałam dostać się do drzwi, jednak chłopaki zatarasowali mi drogę. Bardzo mnie to zdenerwowało, Co oni sobie myślą, że mogą sobie ze mną robić co im się żywnie podoba?
- Nicki - krzyczał Harry - nie rozumiesz że my to robimy dla ciebie?
- A ty nie rozumiesz jak wolność jest dla mnie ważna? - warknęłam
- To chociaż powiedz gdzie chcesz iść to pójdę z Tobą - powiedział Zayn
- A czy ja się muszę wam ze wszystkiego tłumaczyć? - spytałam
- Proszę - spojrzał na mnie tymi swoimi kawowymi oczami
- No dobra - odparłam - chcę iść na rozmowę o pracę, ale pójdę sama bo to jest niedaleko!
- A brakuje ci czegoś u nas? - spytał Styles
- Nie, ale ja na prawdę nie mam zamiaru siedzieć w domu i też chcę coś zrobić do cholery!- krzyknęłąm
- Pójdę z Tobą - stwierdził Harry
- Na prawdę - zapewniałam - nie ma takiej potrzeby
- Będziemy cię chronić - choćby nie wiem co...
Troche się jeszcze buntowałam, ale w efekcie chłopak był na tyle uparty, że nawet nie miałam za dużo do mowienia.
Wybraliśmy się razem. Harry chciał chyba oswoić po drodze atmosfere bo zaczął gadać o różnych rzeczach ze mną. Byliśmy na rogu pewnej ulicy gdy nagle usłyszeliśmy krzyki. Były to męskie krzyki... Przeszliśmy, by zobaczyć więcej i zobaczyliśmy...
@@@@@@@@@@@@@@@@
Od autorki: Przepraszam za odstęp czasowy od ostatniego rozdziału. Już niedługo pojawi się nowy. Jak myślicie, Lou skradnie serce Nicole, czy może Niall? A może ktoś zupełnie inny? A może ona nie wybierze nikogo? Thx ZuzAna :**
Tego już za wiele. Louis trochę zmieszany nie odpowiadał.
- Czy wy naprawdę tak bardzo musicie pierdolić mi życie? - powiedziałam
Nie wiem co mnie napadlo. Poczułam się podle, przecież oni tego nie chcieli. Z drugiej strony nie nawidze gdy ktoś kieruje moim życiem. Mimo wszystko nie powinnam się tak zachować. Spojrzałam na Lou. Jego niebieskie oczy aż świeciły żalem.
- Przepraszam - wydobyło się z jego słów
Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Wiem że był za kierownicą, jednak i tak mocno go przytuliłam. Na prawdę chciałam żyć normalnie. Ale nie należy ranić innych...
~Louis pov.~
Dopiero teraz zrozumiałem jak bardzo zależy mi na Nicole. Spojrzałem w jej smutne oczy i zjechałem na boczną ścieżkę. Zatrzymałem auto i też ją przytuliłem. Jej dłonie spoczęły na moim torsie a moje objęły ją w pasie. Kurwa jakimi my z chłopakami jesteśmy dupkami... Spartoliliśmy jej życie a ona ?
Bardzo chcę wszystko naprawić. Ona potrzebuje teraz naszej pomocy. A możejest na odwrót? Może to my potrzebujEmy jej bardziej niż sobie zdajemy z tego sprawę??
-Przepraszam Cię za wszystko - powiedziałem - tyle przez nas wycierpiałaś, ale jeszcze kiedyś będzie dobrze... Obiecuję
Ona nic nie powiedziała. Przytuliła mnie mocniej, jakby bała się że zaraz jej ucieknę. Chciałem żeby ta chwila trwała wiecznie, jednak w pewnej chwili ona się cofnęła, jakby czegoś się przestraszyła. Obróciła głowę do szyby cały czas milcząc. Nawróciłem w stronę domu. Nie chcę już jej nigdzie wywozić. Wracam, chcę ją mieć przy sobie.
Po 15 minutach byliśmy w domu. Na prawdę widać było że ucieszyła się z tego. Przywitała ją wesoła Lilly. Ona sama poszła na górę do swojego pokoju. Ja zaś poszedłem do kuchni gdzie siedzieli Liam z Harrym. Zarzucili mnie toną pytań. Usiadłem przy stole z kubkiem kawy i wytłumaczyłem im wszystko po kolei.
- Że co? - Spytał Harry - i ty po nich nie wróciłeś?
- A co miałem zrobić? - odparłem
- No to na co czekamy? - Spytał Liam
- No dobra Harry ty zostań z dziewczynami a my jedziemy po nich -powiedziałem
Po chwili byliśmy na miejscu. Tam zastałem gangstera, którego wcześniej nie widziałem. Był dosyć młody i umięśniony miał wytatuowane ręce i tunel w uchu. Nie bałem się go mimo groźnego wyglądu. Liam podszedł do niego i zaczął z nim rozmawiać przez co ja mogłem wemknąć się po kryjomu do budynku. Nie było tam nikogo. Przeszukałem wszystkie pomieszczenia i nie zauważyłem ani śladu żywej duszy. Pobiegłem na samą górę i tam znalazłem dosyć dużą szafę, z której wydobywały się ciche jęki. Leżał Tam Niall związany i zakneblowany. Rozwiazałem go dzięki czemu mógł wstać. Musiało go to dużo kosztować, ponieważ widziałem ból na jego twarzy spowodowany zapewne postrzeloną nogą. Cały czas ciekła z niej krew. To był makabryczny widok jednak on przez zaciśnięte zęby utykając szedł. Zastanawiałem się gdzie jest Zayn, jednak przestałem o tym myśleć Gdy zobaczyłem go z Liamem w samochodzie. Razem z Horanem wręcz wskoczyliśmy do niego po czym szybko ruszył. Gdy dotarliśmy do domu Nicole rzuciła się nam na szyje. Byłem szczęśliwy że byliśmy tu wszyscy.
- Niall z tą nogą trzeba jechać do szpitala! - powiedziała przerażona Avonele
- Dobra dam se radę - Horan zgrywał bohatera
- Już cię tu nie widzę! - protestowala - Lou jedziesz z nami!
Byliśmy już w aucie Nicole usiadła z tyłu z zranionym chłopakiem. Po pięciu minutach byliśmy pod nowym szpitalem niedaleko Tesco. Wysiedliśmy z auta i poszliśmy do recepcji. Kobieta zza lady zaprowadziła blondyna do jakiejś sali a nam kazała czekać. Siedzieliśmy obok siebie i czekaliśmy. Po pół godziny Nicole usunęła. Złożyłem jej głowę na moich kolanach i wpatrywałem się w nią jak w obrazek siedziałem tak 45 minut aż w końcu z sali wyszedł lekarz. Wstałem próbując nie budzić dziewczyny. Jednak ona wstała, przeciągnęła się i spojrzała na lekarza.
- Kim jesteście dla pacjenta? - spytał
- Bliscy Kumple - odpowiedziałem
- W takim razie muszę dowiedzieć się co spowodowało uraz kończyny u pacjenta - powiedział - Jest to rana postrzałowa i musimy wiedzieć takie rzeczy w razie jakichkolwiek komplikacji a poza tym jej sprawca musi ponieść odpowiedzialność karną
Coś we mnie drgnęło. Nie mogę donieść na Jack'a ponieważ jest on szefem bardzo wielkiej mafii a to skończyłoby się dla mnie fatalnie.
- Dostał przez przypadek Starym rewolwerem po jego dziadku - skłamałem
Ciemnowłosa dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem, jednak doktorek uwierzył. Zaprowadził nas na salę w której leżał przytomny już Niall. Dziewczyna podeszła do niego i mocno go przytuliła. Poczułem kłucie w sercu jednak uznałam to tylko za przyjacielskiego 'miśka'.
- Jak się czujesz? - spytała
- Ok, już jutro wychodzę - powiedział
- Bardzo się cieszę - westchnęła
- Lou mógłbyś mi przywieźć coś czystego i niezalanego krwią? - spytał
- Spoko zaraz będziemy - odpowiedziała Nicole.
Po dziesięciu minutach byliśmy w domu. Gdy weszliśmy naszym oczom ukazał się Liam. Czytał gazetę i pił kakao. - Witam - powiedział - co z Horanem?
- Przyjechaliśmy po ubrania dla niego - rzekłem - A co u was?
- Camille poszła z Lilly i Harrym na spacer - powiedział biorąc do ust kolejny łyk napoju
- Fajnie - powiedziałem z uśmiechem
Poszedłem na górę i wzięłem potrzebne rzeczy dla Horana. Gdy zeszłem na dół Nickie już czekała. Zdziwiło mnie że mimo tego co dzisiaj przeszła ona cały czas miała uśmiech na twarzy. Poszliśmy do auta i ruszyliśmy. Włączyłem radio i po chwili na jakimś kanale zaczęła lecieć jakaś piosenka. Osobiście znam ją tylko trochę ale moja towarzyszka zaczęła śpiewać jakby samą była jej autorką. Mimo, że moim zadaniem nie mam talentu muzycznego, to jej entuzjazm i anielski głos oraz wesoła nuta w sam raz do pobujania się zmusiły mnie żeby coś z siebie wykrzesać. Pojazd tonął w naszych przegłuszających radio głosach. Czułem się jak w niebie. Z Nicole nawet droga do szpitala wydaje się wesoła.
Po zakończeniu piosenki poprostu wybuchliśmy śmiechem.
- Bwoy, to było mocne - powiedziała
Nie wiem co to znaczy, ale nie szkodzi. Po chwili znaleźliśmy się pod budynkiem szpitala. Znaleźliśmy salę z Niallem i przeszliśmy do niego cały czas się śmiejąc.
- Co wam tak wesoło? - spytał
- Ah, tak jakoś - odparła - Jak się czujesz?
- Bywało lepiej - odparł
- Martwimy się o Ciebie - powiedziała siadając obok niego
- Daj spokój - powiedział
Rozmawialiśmy dobre 2 godziny. Dużo dowiedziałem się o Nicole. Muszę przyznać że ona jest inna. Nie inna w sensie że zupełnie; ma 3 uszu, śpi w szafie, czy nosi bokserki, tylko poprostu różni się od innych dziewczyn. Nie nosi markowych ciuchów i makijażu, ale i tak jest najpiękniejszą dziewczyną jaką znam. Nie obchodzi jej to co myślą o niej inni. Jest uzależniona od bliskich jej osób. Potrafi walczyc o swoje jak lew. Ale jest też zabawna, czasem delikatna... Taka cudowna... Nie wiem czy to możliwe, ale chyba się zakochałem! O Kurwa! Nie, co ja mówię? Ja na prawdę ją kocham! Ale czy to możliwe po kilku dniach znajomości? Z zamyślenia wyrwał mnie lekarz, który właśnie wszedł na salę.
- Przepraszam, ale oddział ten zostaje za chwilę zamknięty - powiedział
- Spoko - odparłem - do jutra Horan!
- Pa - powiedziała Nicole
- Siema - zawołał za nami
Po mniej więcej 15 minutach byliśmy na miejscu. Nicole wyszła z samochodu i zaczęła iść obok mnie. Szliśmy po podjeździe, gdy nagle dziewczyna potknęła się i byłaby poległa na ziemi, lecz mój instynkt doprowadził do tego że w odpowiedniej chwili poprostu ją złapałem. Spojrzałem w jej oczy. Trzymałem w rękach małą księżniczkę. Czułem zadowolenie i coś czego po prostu nie da się opisać słowami... Chwila była na tyle wzniosła, że bylem w stanie ją pocałować, jednak ona wyswobodziła się z moich objęć.
- Dziękuję - szepnęła
- Ależ nie ma za co - odparłem z uśmiechem na twarzy
Weszliśmy do domu. Poszedłem do salonu i położyłem sięna kanapie. Nie wiem dlaczego, ale czuję szczęście....
~Nicole pov.~
Dziś po południu Niall wróci ze szpitala. Lou i Liam już pojechali jednak stwierdzili że utknęli w korku. Cieszę się że w końcu będziemy wszyscy razem. Nie tak wyobrażam sobie co prawda moje życie w Londynie, ale co mi da to, że będę narzekać? Tak bardzo chciałabym módz spędzić jeden dzień bez stresu. Camille była w pracy. W sumie, to czemu ja nie mogłabym pracować? Nie chcę być kulą u nogi nawet chłopaków. Zobaczyłam gazetę na stole w kuchni. Odrazu przewertowałam każdą jej stronę. Znalazłam tylko jedną pracę odpowiadającą mojemu wykształceniu. Mogłabym pracować jako barmanka. W sumie to czemu nie? Wybrałam w telefonie numer podany w owym piśmie. Po chwili po drugiej stronie powitał mnie kobiecy głosik
- Claudia Scott z tej strony, w czym mogę pomóc? - spytał
- Jestem Nicole Avonele - poinformowałam pomijając szereg moich pośrednich imion - jaw sprawie ogłoszenia o pracę, o ile jest jeszcze aktualne...
- Ależ oczywiście - usłyszałam po drugiej stronie - proszę przyjść dzisiaj w godzinach 16:00 - 17:00 lub od poniedziałku do piątku od 13:00
- Dziękuję, do widzenia!
- Do zobaczenia
Poszłam do pokoju i po chwili zastanowienia spojrzałam na zegarek w komórce. 15:23. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Wyszłam z pokoju z torebką i zeszłam po schodach w dół. Wzięłam z kuchni gazetę, ponieważ nie znałam do końca adresu baru. Przed wyjściem zastałam Zayna i Harrego.
- A gdzie panienka się wybiera? - spytał Loczek
- A czy to państwa interes? - odpowiedziałam pytaniem
- Wiesz dobrze, że i tak cię nigdzie nie puścimy - rzucił Malik
- Mam pełne prawo do przebywania w dowolnym miejscu ponieważ jeżeli jeszcze nie zauważyliście, jestem pełnoletnia - rzuciłam i próbowałam dostać się do drzwi, jednak chłopaki zatarasowali mi drogę. Bardzo mnie to zdenerwowało, Co oni sobie myślą, że mogą sobie ze mną robić co im się żywnie podoba?
- Nicki - krzyczał Harry - nie rozumiesz że my to robimy dla ciebie?
- A ty nie rozumiesz jak wolność jest dla mnie ważna? - warknęłam
- To chociaż powiedz gdzie chcesz iść to pójdę z Tobą - powiedział Zayn
- A czy ja się muszę wam ze wszystkiego tłumaczyć? - spytałam
- Proszę - spojrzał na mnie tymi swoimi kawowymi oczami
- No dobra - odparłam - chcę iść na rozmowę o pracę, ale pójdę sama bo to jest niedaleko!
- A brakuje ci czegoś u nas? - spytał Styles
- Nie, ale ja na prawdę nie mam zamiaru siedzieć w domu i też chcę coś zrobić do cholery!- krzyknęłąm
- Pójdę z Tobą - stwierdził Harry
- Na prawdę - zapewniałam - nie ma takiej potrzeby
- Będziemy cię chronić - choćby nie wiem co...
Troche się jeszcze buntowałam, ale w efekcie chłopak był na tyle uparty, że nawet nie miałam za dużo do mowienia.
Wybraliśmy się razem. Harry chciał chyba oswoić po drodze atmosfere bo zaczął gadać o różnych rzeczach ze mną. Byliśmy na rogu pewnej ulicy gdy nagle usłyszeliśmy krzyki. Były to męskie krzyki... Przeszliśmy, by zobaczyć więcej i zobaczyliśmy...
@@@@@@@@@@@@@@@@
Od autorki: Przepraszam za odstęp czasowy od ostatniego rozdziału. Już niedługo pojawi się nowy. Jak myślicie, Lou skradnie serce Nicole, czy może Niall? A może ktoś zupełnie inny? A może ona nie wybierze nikogo? Thx ZuzAna :**
niedziela, 1 czerwca 2014
Ogłoszenie
Bardzo chciałam przeprosić czytelników mojego bloga za tak długa przerwę od ostatniego rozdziału. Wiem że jest tylko kilku stałych czytelników którzy choć czasami nie komentują wiem i tak będą czekać na nowy rozdział i to bardzo mnie motywuje, ale nie siedzę przed komputerem prawie wogóle. Rozdziały dodaje przez telefon który ostatnio bardzo szwankuje.
Postaram się napisać coś jak najszybciej xD
Kocham was i dziękuję Zuzi która pyta się i Nowy rozdział codziennie. To m.in. dzięki niej już niedługo pojawi się nowy rozdział. Jeżeli chcecie dajcie znać to zmotywujecie jeszcze bardziej. Kontakt:
Fb (Nie mój choć często z niego korzystam)
facebook.com/profile.php?id=100005177442008
Ask: http://ask.fm/szalonarastamanka
Kocham Was :*
Postaram się napisać coś jak najszybciej xD
Kocham was i dziękuję Zuzi która pyta się i Nowy rozdział codziennie. To m.in. dzięki niej już niedługo pojawi się nowy rozdział. Jeżeli chcecie dajcie znać to zmotywujecie jeszcze bardziej. Kontakt:
Fb (Nie mój choć często z niego korzystam)
facebook.com/profile.php?id=100005177442008
Ask: http://ask.fm/szalonarastamanka
Kocham Was :*
czwartek, 8 maja 2014
Rozdział 6
~Niall pov.~
Poszedłem do garażu i wzięłem deskę, która kiedyś miała być półką. Była dosyć gruba, i w ładnym, ciemnym odcieniu drewna. Po obu jej stronach wywierciłem dosyć duże otwory. Wzięłem grubą I długą linę i przełożyłem je przez zrobione przeze mnie otwory. Wzięłem wysoką drabinę i wyszedłem na dwór. Za naszym domem w ogrodzie stał wysoki i gruby dąb. Oparłem o niego drabinę i poszedłem po odpowiednie narzędzia. Wszedłem na górę z narzędziami i deską, po czym siadając na najgrubszej gałęzi mocno przymocowałem obydwa końce sznura. Po zakończonej pracy odniosłem narzędzia do garażu. Teraz zostało mi tylko przetestować nową huśtawkę. Usiadłem na niej i wywijając nogami do przodu i do tyłu zaczęłem się bujać do przodu i do tyłu, aż w końcu zaczęłem się bujać. Nie ukrywam bawiło mnie to, aż do ogrodu wszedł Louis i Harry. Zaczęli się śmiać, a Louis powiedział:
- A se Stary baran Znalazł zabawkę xD
Momentalnie zeszłem na ziemię, bo chyba już wystarczająco przetestowałem Nowy sprzęt.
- To dla Nicole...-powiedziałem
- Co nie znaczy że nie możemy jej wypróbować - zaśmiał się Hazz po czym udałem się do mojego pokoju i włączyłem laptopa. Przez Internet znalazłem numer do kwiaciarni i zamówiłem róże we wszystkich kolorach tęczy. Potem poszedłem do kuchni.
- Teraz ja - usłyszałem z ogrodu Lou
Zajrzałem do zamrażalnika. Leżał w nim kurczak. Nie wiem ile, ale wyglądał spoko. Zadzwoniłem do mamy. Przez telefon podyktowała mi co mam robić, żeby przyrządzić dobrego kurczaka. Nie jest ze mnie żaden kuchcik, więc nie obyło się bez potluczonego talerza, rozsypanej mąki i paru innych wpadek. Ostatecznie kurczak wylądował w piekarniku, a Ja zająłem się sprzątaniem. Pożegnałem się z mamą. Ostatecznie zajęło mi to tylko 2 godziny. Ich jeszcze nie było, a do drzwi zadzwonił dostawca kwiatów. Zapłaciłem i poszedłem ubrać czyste ubrania. Przez okno zauważyłem znajome auto. To Zayn i Nicole. Wysiedli z auta cały czas się śmiejąc. Przez inne okno krzyknąłem do chłopaków w ogrodzie że to już koniec zabawy. Pobiegłem do drzwi i otworzyłem je akurat przed nosem dziewczyny. Szybko zasłoniłem jej oczy i przeprowadziłem do ogrodu.
- Mi też miło cię widzieć - rzekła gdy byliśmy w ogrodzie mówiłem:
- Nie otwieraj oczu!
Poprowadzilem ją do huśtawki i powiedziałem żeby usiadła. Ona zrobiła to co jej kazałem i czując siedzenie wsunęła się na nie. Wzięłem jej dłonie u delikatnie przeniosłem na sznury po obu stronach. Ona zaczęła się cicho śmiać i mocno przytrzymala liny. Zacząłem ją powoli bujać, aż pchając od tyłu zaczęła się mocno bujać.
- Otwórz oczy!! - krzyknąłem
Ona ukazała swe śliczne zielone PaCzAdEłki i zaczęła się śmiać. Po pięciu minutach wyjęłem bukiet kwiatów i gdy zaczęła się bujać wolniej wręczyłem jej prezent. Do ogrodu wszedł Louis.
- Coś się fajczy?? - spytał
- O kurwa!!! - krzyknąłem
Pobiegłem do kuchni gdzie capiło spalenizną. Otworzyłem piekarnik i wyjęłem Spalone żarcie. Kuchnię zalał dym, z którego wyłoniła się najpiękniejsza dziewczyna na świecie, o ile nie we wszechświecie... Jej piękny uśmiech działał jak miód na moje serce. Kurwa! Chłopie wróć!! W sumie to głupio, żeby kurczak się zmarnował, ale zajmę się tym później.
- Chciałeś zrobić kurczaka? - spytała - słodkie…
- No ale nie wyszło! - powiedziałem ale nie byłem zły
- Eee tam! - uśmiechnęła się - Liczą się intencje…
I właśnie za to ją kocham. Umiejętność śmiania się ze spalonego kurczaka, jest urocza. Patrzyłem jak bawi sięswoimi włosami, gdy zadzwonił dZwonek do drzwi. W sumie nie spodziewałem się nikogo specjalnego, ale poszedłem Do drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu w drzwiach stał kurier. Nicole podeszła i stanęła za moimi plecami. Dostawca przywiózł tulipany.
- Dzień Dobry - powiedział - czy to pani Nicole Yasmine Aysia Louise Maria Lien Avonele?
Trochę dużo imion, ale ona ich nie wybierała, z resztą wszystkie były słodkie. Trochę zdziwiły mnie te kwiaty.
- Tak - odpowiedziala
- To dla pani - powiedział wręczając jej bukiet - od tajemniczego ...
- Dziękuję - powiedziała odbierając kwiaty
Kurier wsiadł do furgonetki i odjechał.
- To od ciebie? - Spytała
- Nie - odparłem
Zdenerwowałem się i poszedłem na górę zostawiając Nicole samą przy otwartych drzwiach.
Kurwa to nie tak miało wyglądać!! Wzięłem gitarę i poszedłem pod okno. Usiadłem na podłodze i zacząłem grać. To zawsze przynosi mi chwilę ukojenia.
Poszedłem do garażu i wzięłem deskę, która kiedyś miała być półką. Była dosyć gruba, i w ładnym, ciemnym odcieniu drewna. Po obu jej stronach wywierciłem dosyć duże otwory. Wzięłem grubą I długą linę i przełożyłem je przez zrobione przeze mnie otwory. Wzięłem wysoką drabinę i wyszedłem na dwór. Za naszym domem w ogrodzie stał wysoki i gruby dąb. Oparłem o niego drabinę i poszedłem po odpowiednie narzędzia. Wszedłem na górę z narzędziami i deską, po czym siadając na najgrubszej gałęzi mocno przymocowałem obydwa końce sznura. Po zakończonej pracy odniosłem narzędzia do garażu. Teraz zostało mi tylko przetestować nową huśtawkę. Usiadłem na niej i wywijając nogami do przodu i do tyłu zaczęłem się bujać do przodu i do tyłu, aż w końcu zaczęłem się bujać. Nie ukrywam bawiło mnie to, aż do ogrodu wszedł Louis i Harry. Zaczęli się śmiać, a Louis powiedział:
- A se Stary baran Znalazł zabawkę xD
Momentalnie zeszłem na ziemię, bo chyba już wystarczająco przetestowałem Nowy sprzęt.
- To dla Nicole...-powiedziałem
- Co nie znaczy że nie możemy jej wypróbować - zaśmiał się Hazz po czym udałem się do mojego pokoju i włączyłem laptopa. Przez Internet znalazłem numer do kwiaciarni i zamówiłem róże we wszystkich kolorach tęczy. Potem poszedłem do kuchni.
- Teraz ja - usłyszałem z ogrodu Lou
Zajrzałem do zamrażalnika. Leżał w nim kurczak. Nie wiem ile, ale wyglądał spoko. Zadzwoniłem do mamy. Przez telefon podyktowała mi co mam robić, żeby przyrządzić dobrego kurczaka. Nie jest ze mnie żaden kuchcik, więc nie obyło się bez potluczonego talerza, rozsypanej mąki i paru innych wpadek. Ostatecznie kurczak wylądował w piekarniku, a Ja zająłem się sprzątaniem. Pożegnałem się z mamą. Ostatecznie zajęło mi to tylko 2 godziny. Ich jeszcze nie było, a do drzwi zadzwonił dostawca kwiatów. Zapłaciłem i poszedłem ubrać czyste ubrania. Przez okno zauważyłem znajome auto. To Zayn i Nicole. Wysiedli z auta cały czas się śmiejąc. Przez inne okno krzyknąłem do chłopaków w ogrodzie że to już koniec zabawy. Pobiegłem do drzwi i otworzyłem je akurat przed nosem dziewczyny. Szybko zasłoniłem jej oczy i przeprowadziłem do ogrodu.
- Mi też miło cię widzieć - rzekła gdy byliśmy w ogrodzie mówiłem:
- Nie otwieraj oczu!
Poprowadzilem ją do huśtawki i powiedziałem żeby usiadła. Ona zrobiła to co jej kazałem i czując siedzenie wsunęła się na nie. Wzięłem jej dłonie u delikatnie przeniosłem na sznury po obu stronach. Ona zaczęła się cicho śmiać i mocno przytrzymala liny. Zacząłem ją powoli bujać, aż pchając od tyłu zaczęła się mocno bujać.
- Otwórz oczy!! - krzyknąłem
Ona ukazała swe śliczne zielone PaCzAdEłki i zaczęła się śmiać. Po pięciu minutach wyjęłem bukiet kwiatów i gdy zaczęła się bujać wolniej wręczyłem jej prezent. Do ogrodu wszedł Louis.
- Coś się fajczy?? - spytał
- O kurwa!!! - krzyknąłem
Pobiegłem do kuchni gdzie capiło spalenizną. Otworzyłem piekarnik i wyjęłem Spalone żarcie. Kuchnię zalał dym, z którego wyłoniła się najpiękniejsza dziewczyna na świecie, o ile nie we wszechświecie... Jej piękny uśmiech działał jak miód na moje serce. Kurwa! Chłopie wróć!! W sumie to głupio, żeby kurczak się zmarnował, ale zajmę się tym później.
- Chciałeś zrobić kurczaka? - spytała - słodkie…
- No ale nie wyszło! - powiedziałem ale nie byłem zły
- Eee tam! - uśmiechnęła się - Liczą się intencje…
I właśnie za to ją kocham. Umiejętność śmiania się ze spalonego kurczaka, jest urocza. Patrzyłem jak bawi sięswoimi włosami, gdy zadzwonił dZwonek do drzwi. W sumie nie spodziewałem się nikogo specjalnego, ale poszedłem Do drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu w drzwiach stał kurier. Nicole podeszła i stanęła za moimi plecami. Dostawca przywiózł tulipany.
- Dzień Dobry - powiedział - czy to pani Nicole Yasmine Aysia Louise Maria Lien Avonele?
Trochę dużo imion, ale ona ich nie wybierała, z resztą wszystkie były słodkie. Trochę zdziwiły mnie te kwiaty.
- Tak - odpowiedziala
- To dla pani - powiedział wręczając jej bukiet - od tajemniczego ...
- Dziękuję - powiedziała odbierając kwiaty
Kurier wsiadł do furgonetki i odjechał.
- To od ciebie? - Spytała
- Nie - odparłem
Zdenerwowałem się i poszedłem na górę zostawiając Nicole samą przy otwartych drzwiach.
Kurwa to nie tak miało wyglądać!! Wzięłem gitarę i poszedłem pod okno. Usiadłem na podłodze i zacząłem grać. To zawsze przynosi mi chwilę ukojenia.
Nagle usłyszałem głośny krzyk. Położyłem instrument na łóżku I pobiegłem na dół po schodach. Zobaczyłem otwarte drzwi i odjeżdżający samochód. Kurwa, porwali ją! Do kuchni wbiegł Louis i Zayn.
- Co się stało? - Spytał mulat
- Kurwa porwali ją!! - Krzyknąłem
- Na co czekamy, jedziemy!!
Dołączył do nas Harry. Na jego twarzy malowało się wyraźne zaniepokojenie.
- Wszystko ci zaś wytłumaczymy, tylko proszę zadzwoń do Camille i powiedz, żeby przyjechała autobusem. Numer jest na lodówce.
Po chwili razem z Zaynem i Louisembyliśmy w drodze...
~Nicole pov.~
Nie rozumiem zachowania Nialla. Nagle tak jakoś zrobił się ponury i pobiegł do swojego pokoju. W sumie to niespodzianka od niego była urocza. Jeszcze nigdy nie otrzymałam czegoś podobnego. Naprawdę cieszy mnie to że chłopaki tak się o mnie troszczą, chociaż wolałabym się troszczyć sama o siebie. Drzwi nadal byly otwarte, a ja oglądałam piękne kwiaty i zastanawiałam się od kogo je dostałam. Jednak nie długo bo nagle zobaczyłam auto na podjeździe. Stanęłam w drzwiach i zobaczyłam mężczyznę. Był wysoki i umięśniony. Nie wiedziałam kto to, więc próbowałam wejść do domu i zamknąć drzwi, jednak Ktoś przytrzymał drzwi. Chciałam pobiec po Nialla, jednak on złapał mnie w pasie. Chciałam się wyrwać, jednak on był silniejszy. Zaczęłam głośno krzyczeć, a on pociągnął mnie ze sobą. Na nic były moje szarpaniny. Kwiaty wypadły mi z rąk. Po chwili znalaZłam się na tylnych siedzeniach
samochodu. Mężczyzna wsiadł do przedniej części pojazdu, gdzie czekał na na niego Kolega. Był to mężczyzna umięśniony, z kilkudniowym zarostem i W białej koszulce i Jeansowej kurtce.
- Miałem szczęście, była sama, ale zaczęła się drzec suka - powiedzial Osilkowaty
- Ale co Ja wam zrobiłam? - Spytałam głupio
- Ty nie musiałaś - rzucił - poprostu jesteś już nasza i siedź cicho!
Przypomniał mi się Mike. Kurwa, to miało nie tak wyglądać! A jeśli oni są jeszcze gorsi? Bałam się w cholerę. Po mojej twarzy popłynęły łzy. W duszy wołałam Nialla, chociaż to wszystko jego wina. Ale w sumie to on nie miał na to wpływu. Biłam się z myślami, aż drzwi obok mnie się otworzyły.
Ten sam mężczyzna, który przed chwilą dosłownie wrzucił mnie do auta teraz wyszarpnął mnie ze samochodu i mimo mojego szarpania się zepchnął mnie po schodach do jakiejś piwnicy, po czym zamknął je na klucz. Na nic w nie waliłam i głośno krzyczałam. Jah (czyt dża*), dlaczego?
Usiadłam pod drzwiami i zacząłam przysłuchiwać się temu, co dzieje się po ich drugiej stronie. Przez dłuższy czas były to tylko przekleństwa albo cisza, jednak w końcu usłyszałam to, czego pragnęłam najbardziej.
- Zayn poszukaj Nicole, a ja z Lou stoimy na czatach! - to był Niall
Natychmiast zaczęłam walić w drzwi. Jeden z nich musiał to usłyszeć, bo otworzył mi wreszcie drzwi. Tak! To Louis! Złapał mnie za rękę i zaprowadził do znajomego Volkswagena. Gdy usiadłam w nim zobaczyłam Nialla i Zayna wybiegli z domu i już byli w drodze do auta, gdy Niall...
Serce mi zamarło i znów się popłakałam gdy zobaczyłam jak Niall został przez tego tępego typa postrzelony. Strzał padł w nogę, na szczęście, o ile szczęściem można nazwać bycie postrzelonym. Chciałam wysiąść z auta pobiec do niego, ale Louis mnie powstrzymał.
- Nie rozumiesz, że to pułapka?
Opadłam na siedzenie. Zayn pobiegł do rannego, który krzyknął ''Jedźcie''. Louis usłyszał to i ruszył, a ja zalałam się płaczem. Przypomniałam sobie, o czym myślałam przeprowadzając się do Londynu. Myślałam, że moje problemy się skończą, że to początek nowego życia, a tym czasem jestem świadkiem czegoś okropnego. Tak bardzo chciałabym móc normalnie żyć. Wyjrzałam przez okno. Mieliśmy nasz dom. Louis nie zwracał na to uwagi.
- Gdzie jedziemy? - Spytałam
- Tam, gdzie będziesz bezpieczna...
#######################################
Od autorki : Jak przeczytałeś to proszę Komentuj bo to motywuje. Mam pomysł na następny rozdział, więc liczę na was. Z boku umieściłam ankietę, więc jak chcesz to zagłosuj. I dzięki za 230 odsłon! To dla mnie bardzo dużoe tym bardziej że są też z zagranicy. Kocham Was!! <3
* Jah - Bóg rastamanów, więc mój i Nicole też To on daje mi kopa;)
sobota, 3 maja 2014
Rozdział 5
~Niall pov.~
Nie pozwolę, żeby Nicole czuła się u nas źle. Boże, jestem skończonym dupkiem! Gdyby nie ja ona żyłaby teraz normalnie. Ale się nie poddam.
- Idziemy dziś do przedszkola z Lilly jakby co -powiedziała Camille
- Podwiozę was - rzekłem wręcz odruchowo - gdzie to jest?
- Orange St. - odpowiedziała - ale nie musisz nas zawozić, to niedaleko
- Ale to dla mnie nie problem - nie mogłem puścić ich samych - Będę miał pewność, że wszystko jest ok
- Spoko to zaraz jedziemy - odparła
Muszę o nie dbać, ale nie dawać im odczucia Że są u mnie uwięzione. Poszedłem do góry założyć świeżą koszulkę.
~Nicole pov.~
Gdy wstałam była już 10:00. Ubrałam to i zeszłam na dół. O dziwo nie zobaczyłam ani Camille, ani Lilly, która dziś z nią spała. W kuchni z kawą stał Louis. Podeszłam i spytałam się go gdzie się podziały, a on odpowiedział, że pojechały z Niallem do przedszkola. Uśmiechnełam się i podziękowała po czym poszłam na górę i wyszłam na balkon. Wyciągnęłam paczkę papierosów, jednak była pusta. Usłyszałam za sobą kroki. To był Zayn.
Wyciągnął paczkę papierosów i poczęstował mnie.
- Dziękuję - powiedziałam i wyszłam na balkon . Ciemnooki stanął obok mnie i również zaciągnął się papierosem.
- O czym tak myślisz? - spojrzał mi w oczy
- Myślę o tylu rzeczach - odrzekłam - Szkoda na to twojego czasu
- Mi możesz mówić - rzekł wypuszczając dym ze swoich ust - Ja mam czas...
- Jestem trochę już oswojona z myślą, że nieświadomie wkroczyłam w nieznany mi dotąd świat. Widocznie Jah to właśnie dla mnie przygotował. Wiem że gdy jest przy mnie wszystko ma swoją kolej. Jednak czasem zastanawiam się dlaczego akurat tak wygląda mój los. Może coś kiedyś się zmieni. Wiem jedno - chciałabym być teraz przy mojej rodzinie...
- Czyli? - Zapytał
- Czyli na Jamajce...
- Jesteś z Jamajki?
- W połowie... - powiedziałam - Moja mama pochodzi z Anglii, jednak w wieku 16 lat poznała mojego ojca Jamajczyka... Potem urodziłam się ja, a rodzice wzięli ślub. Później okazało się że mój dziadek jest chory i potrzebuje pomocy i moj tata musi wracać do kraju. Mama jechała z nim. Jednak to ciężkie czasy, więc rodzice zostawili mnie u babci w Anglii. Regularnie ich odwiedzałam, bo kiedy tylko się dało; w święta, wakacje, ferie... Aż gdy miałam 15 lat zmarła mi babcia... Zostałam sama, a na Jamajkę nie poleciałam i wtedy Camille przygArnela mnie do siebie... -westchnęłam- czasami zastanawiam się jak Moje życie wyglądałoby, gdybym od dziecka mieszkała na Jamajce. MozE to i lepiej? Mimo wszystko tęsknię za nimi. Teraz mam 5 braci i 3 siostry, wyobrażasz to sobie? Ale jeszcze kiedyś się z nimi zobaczę, mimo że minęło już 4 lata od ostatniego spotkania...
Po moim policzku spłynęła łza. Czułam ulgę... Może to wszystko teraz już nie będzie się we mnie gnieść? Zayn popatrzył mi teraz prosto w oczy i delikatnie objął.
- Może, gdzieś wyskoczymy? - Powiedział nagle - Chyba nie chcesz tu non stop siedzieć?
- Oczywiście - powiedziałam i zgasilam knot papierosa
Poszłam do łazienki i ubralam to, to, niskie czarne adidasy i tę czapkę. Po chwili byłam już na dole, gdzie czekał na mnie Zayn.
- Ślicznie wyglądasz - rzekł
- Dzięki, ale nie zależy mi na tym - odparlam
Wyszłam z ich domu i wsiadłam do czarnego Volkswagena. Po drugiej stronie po chwili wsiadł Zayn.
- Gdzie tak właściwie jedziemy ? - spytałam
- Zobaczysz - odparł
Po chwili dotarliśmy na miejsce. Byliśmy przed ogromnym parkiem. Jednak nie był on zwykły. Wszędzie wisiały linki i drabinki. Zdałam sobie sprawę że jesteśmy w parku linowym. Chłopak poszedł do kasy i zapłacił, po czym zaprowadził mnie do wielkiego drzewa. Weszliśmy po drabinie na górę, gdzie pomógł mi się ''przymocować '' po czym spytał
- Nie boisz się?
- Nie, wręcz przeciwnie - odpowiedziałam - czuję się świetnie!!
Po chwili złapałam za Drewniany drąg i skoczyłam trzymając się go mocno. Spojrzałam w dół. Byłam bardzo wysoko, ale się nie bałam. Czułam adrenalinę. Tuż za mną pędził Zayn. Postanowiłam, że nie może mnie dogonić. Chwilę potem stałam na drewnianym podeście przymocowanym do innego drzewa przede mną wisiała drabina z belek. Pobiegłam po niej, a ciemnooki deptał mi po piętach. Przyspieszyłam gdy znalazłam się przy sznurach, po których musiałam Skakać jak Tarzan. Czyste szaleństwo!! Przy dalszej części toru Zayn mnie dogonił. Szliśmy łeb w łeb, aż na końcu ostatecznie wygrałam. Czułam satysfakcję, chociaż to tylko zabawa.
- Nie spodziewałem się że jesteś taka zwinna - powiedział na mecie
- Nie wiesz na co mnie stać... -powiedziałam tajemniczo po czym wybuchłam głośnym i niropanowanym śmiechem. Jak wiadomo śmiech jest zaraźliwy, więc Chłopak od Razu zaczął się śmiać. Po mniej więcej 5 minutach trochę się opanowaliśmy i Zayn pomógł mi wstać. Wyszliśmy z parku w wspaniałych Nastrojach. Poszliśmy na ryneK miasta. Zobaczyłam lodziarnie. Tak jakoś naszła mnie ochota na Loda.
- Idziemy? - spytałam wskazując upragnione miejsce
- Czemu nie? - odparł
Po chwili Trzymałam w rękach Czekoladowego Loda w rożku. Zayn kupił sobie mietowego gdy skończyliśmy jeść popatrzył na mnie i zaczął się śmiać.
- Coś nie tak? - Spytałam
On wyjął z kieszeni telefon i nie włączając go przytrzymał go na przeciw mojej twarzy. Zobaczyłam swoje odbicie i też wybuchłam śmiechem . Miałam całą twarz w czekoladzie.
- Masz wytrzyj się - powiedział dając mi chusteczkę
Wytarłam twarz i poszliśmy do sklepu na rogu. Kupiłam sobie trzy paczki papierosów i pięć paczek żelek. WszysTko to spakowalam do foliowej reklamówki. Po wyjsciu ze sklepu zapaliłam Papierosa, a po chwili chłopak do mnie dołączył. Poszliśmy na most. Było cudownie. P
~Niall pov.~
Gdy wysadzilismy Lilly w przedszkolu Camille powiedziała że teraz musi iść do pracy. Zawiozlam ją na adres który mi podała po czym wróciłem do domu. Szukałem Nicole ale jej nie było. Od Harrego dowiedziałem się że wyjechała gdzieś z Zaynem.Postanowiłem że zrobię jej niespodziankę...
∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞
Od autorki: Dziś zrobiłam w miarę wesoły rozdział. Nie chcę by był cały czas taki nijaki i pogrążyć bloga w rozpaczy. Jeżeli wam się podoba to było by fajnie, gdybyście komentowali. Ten rozdział dedykuję Timusi :) Koffam was wszystkie że ojejkuxD
Nie pozwolę, żeby Nicole czuła się u nas źle. Boże, jestem skończonym dupkiem! Gdyby nie ja ona żyłaby teraz normalnie. Ale się nie poddam.
- Idziemy dziś do przedszkola z Lilly jakby co -powiedziała Camille
- Podwiozę was - rzekłem wręcz odruchowo - gdzie to jest?
- Orange St. - odpowiedziała - ale nie musisz nas zawozić, to niedaleko
- Ale to dla mnie nie problem - nie mogłem puścić ich samych - Będę miał pewność, że wszystko jest ok
- Spoko to zaraz jedziemy - odparła
Muszę o nie dbać, ale nie dawać im odczucia Że są u mnie uwięzione. Poszedłem do góry założyć świeżą koszulkę.
~Nicole pov.~
Gdy wstałam była już 10:00. Ubrałam to i zeszłam na dół. O dziwo nie zobaczyłam ani Camille, ani Lilly, która dziś z nią spała. W kuchni z kawą stał Louis. Podeszłam i spytałam się go gdzie się podziały, a on odpowiedział, że pojechały z Niallem do przedszkola. Uśmiechnełam się i podziękowała po czym poszłam na górę i wyszłam na balkon. Wyciągnęłam paczkę papierosów, jednak była pusta. Usłyszałam za sobą kroki. To był Zayn.
Wyciągnął paczkę papierosów i poczęstował mnie.
- Dziękuję - powiedziałam i wyszłam na balkon . Ciemnooki stanął obok mnie i również zaciągnął się papierosem.
- O czym tak myślisz? - spojrzał mi w oczy
- Myślę o tylu rzeczach - odrzekłam - Szkoda na to twojego czasu
- Mi możesz mówić - rzekł wypuszczając dym ze swoich ust - Ja mam czas...
- Jestem trochę już oswojona z myślą, że nieświadomie wkroczyłam w nieznany mi dotąd świat. Widocznie Jah to właśnie dla mnie przygotował. Wiem że gdy jest przy mnie wszystko ma swoją kolej. Jednak czasem zastanawiam się dlaczego akurat tak wygląda mój los. Może coś kiedyś się zmieni. Wiem jedno - chciałabym być teraz przy mojej rodzinie...
- Czyli? - Zapytał
- Czyli na Jamajce...
- Jesteś z Jamajki?
- W połowie... - powiedziałam - Moja mama pochodzi z Anglii, jednak w wieku 16 lat poznała mojego ojca Jamajczyka... Potem urodziłam się ja, a rodzice wzięli ślub. Później okazało się że mój dziadek jest chory i potrzebuje pomocy i moj tata musi wracać do kraju. Mama jechała z nim. Jednak to ciężkie czasy, więc rodzice zostawili mnie u babci w Anglii. Regularnie ich odwiedzałam, bo kiedy tylko się dało; w święta, wakacje, ferie... Aż gdy miałam 15 lat zmarła mi babcia... Zostałam sama, a na Jamajkę nie poleciałam i wtedy Camille przygArnela mnie do siebie... -westchnęłam- czasami zastanawiam się jak Moje życie wyglądałoby, gdybym od dziecka mieszkała na Jamajce. MozE to i lepiej? Mimo wszystko tęsknię za nimi. Teraz mam 5 braci i 3 siostry, wyobrażasz to sobie? Ale jeszcze kiedyś się z nimi zobaczę, mimo że minęło już 4 lata od ostatniego spotkania...
Po moim policzku spłynęła łza. Czułam ulgę... Może to wszystko teraz już nie będzie się we mnie gnieść? Zayn popatrzył mi teraz prosto w oczy i delikatnie objął.
- Może, gdzieś wyskoczymy? - Powiedział nagle - Chyba nie chcesz tu non stop siedzieć?
- Oczywiście - powiedziałam i zgasilam knot papierosa
Poszłam do łazienki i ubralam to, to, niskie czarne adidasy i tę czapkę. Po chwili byłam już na dole, gdzie czekał na mnie Zayn.
- Ślicznie wyglądasz - rzekł
- Dzięki, ale nie zależy mi na tym - odparlam
Wyszłam z ich domu i wsiadłam do czarnego Volkswagena. Po drugiej stronie po chwili wsiadł Zayn.
- Gdzie tak właściwie jedziemy ? - spytałam
- Zobaczysz - odparł
Po chwili dotarliśmy na miejsce. Byliśmy przed ogromnym parkiem. Jednak nie był on zwykły. Wszędzie wisiały linki i drabinki. Zdałam sobie sprawę że jesteśmy w parku linowym. Chłopak poszedł do kasy i zapłacił, po czym zaprowadził mnie do wielkiego drzewa. Weszliśmy po drabinie na górę, gdzie pomógł mi się ''przymocować '' po czym spytał
- Nie boisz się?
- Nie, wręcz przeciwnie - odpowiedziałam - czuję się świetnie!!
Po chwili złapałam za Drewniany drąg i skoczyłam trzymając się go mocno. Spojrzałam w dół. Byłam bardzo wysoko, ale się nie bałam. Czułam adrenalinę. Tuż za mną pędził Zayn. Postanowiłam, że nie może mnie dogonić. Chwilę potem stałam na drewnianym podeście przymocowanym do innego drzewa przede mną wisiała drabina z belek. Pobiegłam po niej, a ciemnooki deptał mi po piętach. Przyspieszyłam gdy znalazłam się przy sznurach, po których musiałam Skakać jak Tarzan. Czyste szaleństwo!! Przy dalszej części toru Zayn mnie dogonił. Szliśmy łeb w łeb, aż na końcu ostatecznie wygrałam. Czułam satysfakcję, chociaż to tylko zabawa.
- Nie spodziewałem się że jesteś taka zwinna - powiedział na mecie
- Nie wiesz na co mnie stać... -powiedziałam tajemniczo po czym wybuchłam głośnym i niropanowanym śmiechem. Jak wiadomo śmiech jest zaraźliwy, więc Chłopak od Razu zaczął się śmiać. Po mniej więcej 5 minutach trochę się opanowaliśmy i Zayn pomógł mi wstać. Wyszliśmy z parku w wspaniałych Nastrojach. Poszliśmy na ryneK miasta. Zobaczyłam lodziarnie. Tak jakoś naszła mnie ochota na Loda.
- Idziemy? - spytałam wskazując upragnione miejsce
- Czemu nie? - odparł
Po chwili Trzymałam w rękach Czekoladowego Loda w rożku. Zayn kupił sobie mietowego gdy skończyliśmy jeść popatrzył na mnie i zaczął się śmiać.
- Coś nie tak? - Spytałam
On wyjął z kieszeni telefon i nie włączając go przytrzymał go na przeciw mojej twarzy. Zobaczyłam swoje odbicie i też wybuchłam śmiechem . Miałam całą twarz w czekoladzie.
- Masz wytrzyj się - powiedział dając mi chusteczkę
Wytarłam twarz i poszliśmy do sklepu na rogu. Kupiłam sobie trzy paczki papierosów i pięć paczek żelek. WszysTko to spakowalam do foliowej reklamówki. Po wyjsciu ze sklepu zapaliłam Papierosa, a po chwili chłopak do mnie dołączył. Poszliśmy na most. Było cudownie. P
~Niall pov.~
Gdy wysadzilismy Lilly w przedszkolu Camille powiedziała że teraz musi iść do pracy. Zawiozlam ją na adres który mi podała po czym wróciłem do domu. Szukałem Nicole ale jej nie było. Od Harrego dowiedziałem się że wyjechała gdzieś z Zaynem.Postanowiłem że zrobię jej niespodziankę...
∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞∞
Od autorki: Dziś zrobiłam w miarę wesoły rozdział. Nie chcę by był cały czas taki nijaki i pogrążyć bloga w rozpaczy. Jeżeli wam się podoba to było by fajnie, gdybyście komentowali. Ten rozdział dedykuję Timusi :) Koffam was wszystkie że ojejkuxD
czwartek, 1 maja 2014
Rozdział 4.2.
~Nicole pov.~
Chwilę później byłyśmy już na miejscu. Niall zadzwonił wcześniej do chłopaków, żeby powiedzieć im o zaistniałej sytuacji. Wysiadłam z samochodu, razem z torbą z moimi rzeczami. Niall zaprowadził nas do pokoju gościnnego. Rozpakowałyśmy sie i usiadłyśmy się obok siebie. Czułam się podle. To wszystko nie tak miało wyglądać. Tęsknię za swoją rodziną. Chciałabym wrócić teraz do nich na Jamajkę, ale nie mogę wszystkiego teraz tak zostawić. Pozostało mi teraz tylko modlić się. Łza poleciała mi po twarzy. Camille musiała wszystko wyczuć, bo przytuliła mnie i powiedziała:
- Nie bój się, wszystko będzie dobrze!
Kocham ją. Jest dla mnie jak siostra. Nie chcę sobie wyobrażać, jak świat wyglądałby bez niej.
- Dzięki, kocham cię...
Poszłam się umyć. Gdy skończyłam wyszłam zapalić na balkon. Spojrzałam na niebo, było piękne. Zrobiło mi się trochę zimno, aż lekko się zatrzeslam i przeszedł mnie dreszczyk. Od tyłu jak anioł stróż, ktoś przykrył mnie bluzą. Myślałam, że to Camille, lecz gdy się obejrzałam zobaczyłam znajomą niebieskooką postać. Zwróciłam się spowrotem ku księżycowi. Stanął obok mnie, po czym spojrzałam prosto w jego błękitne tęczówki.
- Przepraszam. Nie mogę sobie wybaczyć, że wplątałem cię w To gówno - powiedział
Nie odpowiedziałam. Objął mnie i mocno przytulił. Poczułam się lepiej, jednak coś we mnie drgnęło. Wyrwałam się z jego objęcia i wyrzuciłam knot papierosa. Wyszedł z pokoju. Camille była w łazience. Położyłam się spać. Przyszło mi to wyjątkowo łatwo, ze względu na późną porę.
~Niall pov.~
Po wyjściu z pokoju dziewczyn poszedłem do kuchni I zrobiłem sobie kawę. Przyszedł Liam.
Chyba wyczuł że coś mnie gryzie, bo zapytał :
- Coś nie tak?
- Wszystko co się da... - burknąłem
- Wal śmiało! - powiedział - Mi możesz zaufać
- Chodzi o całe to zamieszanie z tą dziewczynką, ale nie tylko - powiedziałem popijając kawę - Po prostu chyba się zakochałem...
- Nie gadaj! - rzekł zaskoczony Payne - W Nicole?
- Na to wygląda... Tylko jak widzę bez wzajemności. Nie mam u niej szans, a wszystko spierdoliłem już na samym początku. Sam najchętniej przywaliłbym sobie w ryj.
- Ale to przecież nie twoja wina, z resztą na pewno dobierzemy to dziecko Od Jack'a. Serio, wszystko będzie dobrze! - Zapewniał brunet - Jeżeli naprawdę ci na niej zależy to walcz!
- I wiesz co? Tak właśnie zrobię! - powiedziałem naładowany jakąś niezwykłą energią - Dzięki Bro, można na ciebie liczyć!
Poszedłem spowrotem do pokoju dziewczyn i zapukałem. Otworzyłem i ujrzałem śpiącą Nicole. Wyglądała tak słodko gdy spała. Nie chciałem jej budzić. Patrzyłem jak śpi przez następne 45 minut. Do pokoju z łazienki wyszła Camille. Wiem że mnie nie znosi. Muszę to zmienić. Usiadła na krześle obok stolika. Podeszłem do niej i Powiedziałem:
- Camille, wiem, że mnie nienawidzisz, ale proszę, wysłuchaj co mam ci do powiedzenia!!!
Dziewczyna przewróciła oczami krzyżując ręce na piersiach. Zrobiła twarz suki by móc mnie słuchać.
- Na prawdę, zdaję sobie sprawę z tego, że nie zrobiłem na was dobrego wrażenia, ale za wszystko chcę cię przeprosić. To wszystko moja wina, ale obiecuję, że zrobię wszystko, by to naprawić. Już nie długo będziesz miała swoją siostrę przy sobie, tylko że ja poprostu...
Camille popatrzyła na mnie.
- Spokojnie - rzekła półgłosem - Muszę ci wybaczyć, no bo co zrobię? Tylko proszę cię, pomóż mi dopilnować, żeby Nicole nie spadł włos z głowy
- O to nie musisz się bać - zapewniałem - Już Ja tego dopilnuję!
~Nicole pov.~
Obudzilam się rano, jeżeli o 13:00 można nazwać ranem. Ubralam to. Uczesałam się i zeszłam na dół do kuchni gdzie ujrzałam Nialla.
- Witam panienkę, Zrobiłem dla panienki śniadanie, o ile nie powiedzieć obiad.
- To super, o uwielbiam boczek! -krzyknęła podniecona.
Zjadłam to w mgnieniu oka.
- Jesteś jedyną osobą, która jest w stanie dorównać mi w jedzeniu!- śmiał się Niall
Nagle zadzwonił telefon Niall nagle zacznł coś wykrzykiwać do słuchawki, a potem powiedział :
- Zayn zaraz będzie tu z Lilly!!
Nie mogłam uwierzyć. Szybko pobiegłam do okna i czekałam. Po 10 minutach na podjeździe zaparkował czarny Volkswagen z którego wysiadła brudna i w podartych ubraniach dziewczynka, a zaraz za nią Zayn z krwią cieknącą z jego nosa. Po Nich wysiadł Harry trzymając pluszowego Zająca Lilly. Pobiegłam do niej i ją przytuliłam, a ona uwiesiła mi się na szyję. Po chwili z domu wyszła Camille. Po czułym przywitaniu dziewczynki stwierdziła, że mała musi się umyć. Myślałam, że to już koniec, że teraz wrócimy do domu i wszystko wróci do normy, ale się myliłam...
- Na twoim miejscu bym się nie cieszył - rzekł Harry
- Czemu? - Spytałam
- Bo Jack stwierdził że teraz chce Ciebie...
~Niall pov.~
Nie mogłem uwierzyć w To co usłyszałem.
- Jak to? - spytałem
- No poprostu, daliśmy mu kasę, a on nie chciał oddać dziecka, no to zabraliśmy mu je siłą, a on na odchodne zawołał że teraz nie odpuści i ''ta twoja dziunia'' będzie jego...
Nicole napłynely łzy do oczu. Pobiegła do swojego pokoju, a ja za nią. Gdy weszłem do jej pokoju stała na balkonie i paliła papierosa. Podeszłem do niej i mocno ją przytuliłem. Oparła głowę o moje ramię. Spojrzałem jej prosto w oczy.
- Nigdy nie pozwolę cię tknąć - rzekłem pewnie - Choćby nie wiem co!
- Ale jak ty to sobie wyobrażasz? - spytała - Będę mieszkać u Cb nie ruszając się nigdzie i będę żyć w ciągłym strachu?
- Na pewno nie będzie tak na wieki! - zapewniałem - Zrobię wszystko by było ci jak najlepiej, obiecuje...
:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o
Od autorki: Nie chcę na was wymuszać komentarzy, bo rozdział i tak wstawię rozdział gdy tylko będę mogła, ale mimo wszystko komentarze bardzo mnie motywują!!! Dziś krótko, ale gdy tylko znajdę czas napiszę dłuższy. Dziękuję za każde wyświetlenie :* Kocham Was<3
Chwilę później byłyśmy już na miejscu. Niall zadzwonił wcześniej do chłopaków, żeby powiedzieć im o zaistniałej sytuacji. Wysiadłam z samochodu, razem z torbą z moimi rzeczami. Niall zaprowadził nas do pokoju gościnnego. Rozpakowałyśmy sie i usiadłyśmy się obok siebie. Czułam się podle. To wszystko nie tak miało wyglądać. Tęsknię za swoją rodziną. Chciałabym wrócić teraz do nich na Jamajkę, ale nie mogę wszystkiego teraz tak zostawić. Pozostało mi teraz tylko modlić się. Łza poleciała mi po twarzy. Camille musiała wszystko wyczuć, bo przytuliła mnie i powiedziała:
- Nie bój się, wszystko będzie dobrze!
Kocham ją. Jest dla mnie jak siostra. Nie chcę sobie wyobrażać, jak świat wyglądałby bez niej.
- Dzięki, kocham cię...
Poszłam się umyć. Gdy skończyłam wyszłam zapalić na balkon. Spojrzałam na niebo, było piękne. Zrobiło mi się trochę zimno, aż lekko się zatrzeslam i przeszedł mnie dreszczyk. Od tyłu jak anioł stróż, ktoś przykrył mnie bluzą. Myślałam, że to Camille, lecz gdy się obejrzałam zobaczyłam znajomą niebieskooką postać. Zwróciłam się spowrotem ku księżycowi. Stanął obok mnie, po czym spojrzałam prosto w jego błękitne tęczówki.
- Przepraszam. Nie mogę sobie wybaczyć, że wplątałem cię w To gówno - powiedział
Nie odpowiedziałam. Objął mnie i mocno przytulił. Poczułam się lepiej, jednak coś we mnie drgnęło. Wyrwałam się z jego objęcia i wyrzuciłam knot papierosa. Wyszedł z pokoju. Camille była w łazience. Położyłam się spać. Przyszło mi to wyjątkowo łatwo, ze względu na późną porę.
~Niall pov.~
Po wyjściu z pokoju dziewczyn poszedłem do kuchni I zrobiłem sobie kawę. Przyszedł Liam.
Chyba wyczuł że coś mnie gryzie, bo zapytał :
- Coś nie tak?
- Wszystko co się da... - burknąłem
- Wal śmiało! - powiedział - Mi możesz zaufać
- Chodzi o całe to zamieszanie z tą dziewczynką, ale nie tylko - powiedziałem popijając kawę - Po prostu chyba się zakochałem...
- Nie gadaj! - rzekł zaskoczony Payne - W Nicole?
- Na to wygląda... Tylko jak widzę bez wzajemności. Nie mam u niej szans, a wszystko spierdoliłem już na samym początku. Sam najchętniej przywaliłbym sobie w ryj.
- Ale to przecież nie twoja wina, z resztą na pewno dobierzemy to dziecko Od Jack'a. Serio, wszystko będzie dobrze! - Zapewniał brunet - Jeżeli naprawdę ci na niej zależy to walcz!
- I wiesz co? Tak właśnie zrobię! - powiedziałem naładowany jakąś niezwykłą energią - Dzięki Bro, można na ciebie liczyć!
Poszedłem spowrotem do pokoju dziewczyn i zapukałem. Otworzyłem i ujrzałem śpiącą Nicole. Wyglądała tak słodko gdy spała. Nie chciałem jej budzić. Patrzyłem jak śpi przez następne 45 minut. Do pokoju z łazienki wyszła Camille. Wiem że mnie nie znosi. Muszę to zmienić. Usiadła na krześle obok stolika. Podeszłem do niej i Powiedziałem:
- Camille, wiem, że mnie nienawidzisz, ale proszę, wysłuchaj co mam ci do powiedzenia!!!
Dziewczyna przewróciła oczami krzyżując ręce na piersiach. Zrobiła twarz suki by móc mnie słuchać.
- Na prawdę, zdaję sobie sprawę z tego, że nie zrobiłem na was dobrego wrażenia, ale za wszystko chcę cię przeprosić. To wszystko moja wina, ale obiecuję, że zrobię wszystko, by to naprawić. Już nie długo będziesz miała swoją siostrę przy sobie, tylko że ja poprostu...
Camille popatrzyła na mnie.
- Spokojnie - rzekła półgłosem - Muszę ci wybaczyć, no bo co zrobię? Tylko proszę cię, pomóż mi dopilnować, żeby Nicole nie spadł włos z głowy
- O to nie musisz się bać - zapewniałem - Już Ja tego dopilnuję!
~Nicole pov.~
Obudzilam się rano, jeżeli o 13:00 można nazwać ranem. Ubralam to. Uczesałam się i zeszłam na dół do kuchni gdzie ujrzałam Nialla.
- Witam panienkę, Zrobiłem dla panienki śniadanie, o ile nie powiedzieć obiad.
- To super, o uwielbiam boczek! -krzyknęła podniecona.
Zjadłam to w mgnieniu oka.
- Jesteś jedyną osobą, która jest w stanie dorównać mi w jedzeniu!- śmiał się Niall
Nagle zadzwonił telefon Niall nagle zacznł coś wykrzykiwać do słuchawki, a potem powiedział :
- Zayn zaraz będzie tu z Lilly!!
Nie mogłam uwierzyć. Szybko pobiegłam do okna i czekałam. Po 10 minutach na podjeździe zaparkował czarny Volkswagen z którego wysiadła brudna i w podartych ubraniach dziewczynka, a zaraz za nią Zayn z krwią cieknącą z jego nosa. Po Nich wysiadł Harry trzymając pluszowego Zająca Lilly. Pobiegłam do niej i ją przytuliłam, a ona uwiesiła mi się na szyję. Po chwili z domu wyszła Camille. Po czułym przywitaniu dziewczynki stwierdziła, że mała musi się umyć. Myślałam, że to już koniec, że teraz wrócimy do domu i wszystko wróci do normy, ale się myliłam...
- Na twoim miejscu bym się nie cieszył - rzekł Harry
- Czemu? - Spytałam
- Bo Jack stwierdził że teraz chce Ciebie...
~Niall pov.~
Nie mogłem uwierzyć w To co usłyszałem.
- Jak to? - spytałem
- No poprostu, daliśmy mu kasę, a on nie chciał oddać dziecka, no to zabraliśmy mu je siłą, a on na odchodne zawołał że teraz nie odpuści i ''ta twoja dziunia'' będzie jego...
Nicole napłynely łzy do oczu. Pobiegła do swojego pokoju, a ja za nią. Gdy weszłem do jej pokoju stała na balkonie i paliła papierosa. Podeszłem do niej i mocno ją przytuliłem. Oparła głowę o moje ramię. Spojrzałem jej prosto w oczy.
- Nigdy nie pozwolę cię tknąć - rzekłem pewnie - Choćby nie wiem co!
- Ale jak ty to sobie wyobrażasz? - spytała - Będę mieszkać u Cb nie ruszając się nigdzie i będę żyć w ciągłym strachu?
- Na pewno nie będzie tak na wieki! - zapewniałem - Zrobię wszystko by było ci jak najlepiej, obiecuje...
:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o:-o
Od autorki: Nie chcę na was wymuszać komentarzy, bo rozdział i tak wstawię rozdział gdy tylko będę mogła, ale mimo wszystko komentarze bardzo mnie motywują!!! Dziś krótko, ale gdy tylko znajdę czas napiszę dłuższy. Dziękuję za każde wyświetlenie :* Kocham Was<3
wtorek, 29 kwietnia 2014
Rozdział 4
Po szybkim "sorry, muszę lecieć" wybiegłam z domu, a Niall zaraz za mną. Byłam cała roztrzęsiona, chyba płakałam. Niall szarpnął mnie i odwrócił w swoją stronę. Spojrzał w moje zaniepokojone oczy.
- Co się stało? - spytał
- Lilly zniknęła... Na pewno ktoś ją porwał, bo zostawił liścik, ja.... boję się, że coś jej sie może stać! Ten ktoś wybił okno!! Jeżeli coś jej się stanie to nie wiem co zrobię... - pojedyncza łza spłynęła po moim oku .
Przypomniałam sobie co robił ze mną Mike, jak mnie traktował... A porwanie Li, to tylko moja wina, ponieważ to ja wymyśliłam przeprowadzkę do Londynu... Myślałam tylko o sobie, a gdybym postąpiła inaczej Lilly bawiłaby się teraz lalkami.
- Podwiozę Cię, a już na pewno nie zostawię samej! Powiesz mi tylko gdzie mieszkasz- powiedział Niall kierując się w stronę auta. Wsiadłam z drugiej strony i pojechaliśmy. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Wybiegłam z auta i popędziłam do domu. Camille nie było w kuchni, ani w salonie. Popędziłam do pokoju Lilly, a tam zastałam ją siedzącą na małym, dziecięcym łóżeczku i trzymała w ręce pogniecioną kartkę z zapisem ułożonym z liter z gazet:
,,Mamy dziecko. Oddaj kasę, a może zobaczysz ją żywą. Nie dzwoń na policję, ani nie donoś na nas bo już jej nie zobaczysz! Twoja dziunia będzie następna!"
Pokazałam ten list Niallowi. Zdenerwował się i wybiegł z domu, a ja za nim. Wiem że coś wie. To na pewno coś związanego z dzisiejszą bójką. Szarpnęłam go do siebie i krzyknęłam:
- Masz mi może coś do powiedzenia!?
- Na wszystko przyjdzie czas, uważaj na siebie...- powiedział, przytulił mnie i pobiegł do auta. Odjechał.
Wróciłam do domu. Camille pijąc kawę zmierzyła mnie wzrokiem. Uciekłam na balkon i zalałam się płaczem.
Dlaczego on mi nic nie mówi? Co się dzieje z Lilly? Dlaczego nas to spotkało? Czy to ja jestem tą dziunią? Wyciągnęłam papierosa i zapaliłam. Camille stanęła obok mnie.
- Wiesz może o co z tym wszystkim chodzi? - spytała przez łzy
- Może... - powiedziałam - Wiem że Niall bił się dzisiaj z jakimiś mężczyznami, a jeden z nich rządał pieniędzy, ale skąd miałby wiedzieć gdzie mieszkamy? I w ogóle, dlaczego my?
Nie mogłam tak dalej stać bezczynnie wzięłam telefon i wybrałam numer, z którego wczoraj dostałam SMS-y. Nikt nie odbierał...
~Niall pov.~
Jechałem autem do Jack'a bardzo zdenerwowany. Dlaczego mieszał w nasze sprawy Nicole, a już tym bardziej Lilly. Ona nigdy mi nie wybaczy jak coś jej się stanie. Usłyszałem dzwonek telefonu. To Nicole.
Będę musiał jej to wszystko wytłumaczyć, bo przecież na to zasługuje. Ale nie teraz... muszę jej to powiedzieć w cztery oczy.
Zaparkowałem pod burdelem Jack'a i wbiegłem do środka. Sama myśl, że mała dziewczynka mogłaby znajdować się w takim miejscu przyprawiała mnie o ciarki. Zobaczyłem jego durnowaty ryj, z chamskim uśmieszkiem. Najchętniej złamałbym mu nos, ale nie mogę... to tylko pogorszyłoby sytuacje
- Widzę, że porwanie ci bahora, to dobry pomysł! - powiedział szczerząc się beszczelnie - Mam nadzieję, że to skłoni cię do przemyślenia pewnych spraw...
- Kurwa, ogarnij się to nawet nie moje dziecko!!
- Tak, bo napewno wczoraj szła z tobą obca dziewczynka, której mamę niosłeś na rękach!!- gość wkurwiał mnie na maksa - Nie bój się, na razie nic jej nie jest
Wyszedłem zdenerwowany. Dostałem SMS-a, na którego odpisałem. To Nicole. Musiałem to zrobić... Po chwili przyszła odpowiedź.
Wsiadłem do auta i pojechałem do Nicole. Gdy otworzyła mi drzwi nic nie powiedziała. Poszła do salonu i usiadła na kanapie.
- To jak, wytłumaczysz mi to wszystko? - spytałem
- Dobrze, sądzę że na to zasługujesz - powiedziałem nieco przyciszonym głosem - Zacznijmy od początku... Jakieś pół roku temu założyłem siłownię razem z chłopakami. Wiesz, jak chodzisz na siłownię to laski się do ciebie kleją, a co dopiero gdy jedną posiadasz. Do rozkręcenia biznesu potrzebowaliśmy pieniędzy. Nie chcieli nam dać kredytu w banku, więc musieliśmy pożyczyć coś od Jacka, osiedlowego dilera. Pożyczył mi 10.000 $. Niestety, dług u dilera szybko rośnie. Mimo powodzenia finansowego naszej firmy nie jesteśmy w stanie spłacić tego długu. Tego dnia, w którym Cię poznałem on widział nas razem i ubzdurał sobie, że jesteście dla mnie rodziną. Ale nie bój się, on nic wam nie zrobi... Dopilnuję tego! Na pewno Lilly będzie między wami niedługo, a ja zniknę z waszego życia
- Czyli to wszystko twoja wina?? - do pokoju wparowała przyjaciółka Nicole - Wypierdalaj! Czego ty tu jeszcze szukasz?? Przez ciebie moja siostra jest teraz więziona przez tego bandytę!!
- Ale Camille, on chce nam pomóc - krzyknęła Nicole - przecież...
Zadzwonił mój telefon, to Zayn. Odebrałem
- Niall, gdzie jesteś? Boimy się z chłopakami, tak nagle wyszliście...
- Wszystko ci powiem, jak wrócę...
- Stary, dziś Liam liczył zyski i do spłacenia długu zostało 5 tysięcy dolców!!! Za kilka tygodni spokojnie wszystko uregulujemy
- Tylko ja potrzebuję tej kasy teraz!!!! - krzyknąłem do słuchawki - Zresztą nieważne, zaraz tam będę..
Rozłączyłem się. Spojrzałem na zaniepokojone dziewczyny.
- A co jak ten ktoś przyjdzie po nas? - spytała Camille
- Myślę, że lepiej by było, gdybyście na jakiś czas zamieszkały u nas - zaproponowałam
Nicki zrobiła dziwną minę kategorycznie odmówiła.
~Nicole pov.~
- Ale tutaj akurat on ma rację... Nicole, zrób to dla nas!!
- Dobrze, ale chcę tu wrócić jak tylko będzie taka możliwość.
Poszłyśmy do swoich pokoi i spakowałyśmy najpotrzebniejsze rzeczy. Boję się. Mimo wszystko jadę do obcych facetów..
############################################################
Od autorki: jakoś jest, nadaje się???? Proszę o kom. ( juz mogą byc z anonima). Jak coś żle to proszę mówić bo jestem nowa:)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

